Dnia piątego miesiąca września Roku Pańskiego 2026, gdy słońce nad Śląskiem łaskawie przygrzewało, a mieszczanie piekarscy z wolna zbierali się pod wielkim Kopcem Wyzwolenia, przybyła tamże drużyna Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego na zaproszenie komendy policyjnej.
A przybyliśmy nie po to jeno, aby kiełbasę oglądać z daleka i cudze namioty podziwiać, ale aby pokazać ludowi pospolitemu, czym bractwo jest, jak żyje, czego strzeże i jak zacnie potrafi huk uczynić, gdy mu armatę do ręki dadzą.
Wśród wielkiego zgromadzenia społeczników, stowarzyszeń, wolontariuszy i wszelakiego ludu poznaliśmy wiele zacnych osób, a i samą Panią Prezydent Piekar Śląskich spotkać nam było dane. Rozmowy tedy toczyły się gładko, jako miód po gardzieli, a każdy mógł się dowiedzieć, że organizacje społeczne to nie jeno ludzie od gadania, lecz przede wszystkim ci, którym chce się coś dla drugiego człeka uczynić.
Największą jednak sławę tego dnia zdobyli nasi wojowie od armaty, Jurek Borkowiec i Paweł Galwas. Gdy obaj stanęli przy lufie, niejedna niewiasta spojrzała ciekawie, cóż też oni z tej swojej wielkiej rury wyczyniać będą. A gdy armata huknęła, to i ptactwo w pobliskich krzakach zapewne pacierz odmówiło, a kilku chłopów sprawdziło, czy aby portki na miejscu zostały.
Jurek z Pawłem hałas czynili zacny, my zaś czuwaliśmy, aby żadna przygoda nadmierna się nie wydarzyła. Boć wiadomo, że z armatą żartów nie ma. Ona jedna tylko nie pyta, czy człek gotowy, jeno huknie i po sprawie. Toteż asekuracja była pilna, czujna i wielce potrzebna, zwłaszcza gdy dwaj doświadczeni artylerzyści poczuli w sobie ducha wojennego.
Całe wydarzenie miało jednak charakter wielce pokojowy i społeczny. Ludzie spotykali się, rozmawiali, poznawali działalność różnych stowarzyszeń i mogli przekonać się, że kto chce, ten zawsze znajdzie sposobność, aby zrobić coś dobrego dla swojej wspólnoty. A kto nie wie, co ze sobą począć, ten może wstąpić do bractwa. Tu bowiem znajdzie i kompanię, i mundur, i sztandar, i armatę, a czasem nawet robotę większą niż własna żona w domu mu wymyśli.
Tedy dzień ów zaliczyć trzeba do wielce udanych. Była rozmowa, były spotkania, była wspólnota, a nade wszystko był huk tak zacny, iż jeszcze długo po wszystkim echo po okolicy krążyło. A kto wie, może i Kopiec Wyzwolenia wspominał wieczorem, jak to bracka armata pod jego bokiem przemówiła.
Za obecność, pomoc, dobry humor i poświęcony czas dziękuję wszystkim braciom i siostrom naszego Bractwa. Bez Was nawet najzacniejsza armata stałaby smutna jako kawaler bez kufla piwa i niewiasta bez adoratora.
Hetman Bractwa
Anno Domini 2026
