Anno Pańskiego, gdy słonko nad Grodem Bytomskim jaśniało, a ptastwo tak świergotało, iż i najstarsi bracia kurkowi uszu nastawiali, wyszedł Paweł, gospodarz zacny, mąż robotny i krzepki, przed siedzibę Bractwa Kurkowego.
Nie z próżności, nie dla pustej chwały, jeno z wielkiego umiłowania piękności i niewieściej radości, jął ziemię motyką obrabiać. Aż kurz się podnosił, a sąsiedzi szeptali:
- Patrzcie no! Paweł znowu grzebie tam, kaj potem kwiat najbujniej wyrasta!
Naprzód hibiskusy posadził, wielkie jako talerze karczemne, czerwone niczym rumieniec panny, gdy ją kawaler w rękę ucałuje. Potem lilije, róże, malwy i insze pachnące cuda, coby pszczoły miały używanie, a i młode szlachcianki nie miały powodu nosa krzywić.
Rzekł tedy Paweł, z uśmiechem chytrze spod wąsa:
- Kwiat to rzecz zacna. Kto go pielęgnuje cierpliwie, temu i fortuna częściej się uśmiecha.
Na to bracia kurkowi mruczeli między sobą:
- Eee... kwiaty kwiatami, ale my dobrze wiemy, iż gospodarz nie dla samych motyli tak pilnie grządki urządza.
- Ach, jakiż to piękny kwiat!
Druga zaś:
- A jeszcze piękniejszy gospodarz, co go własną ręką sadził!
Paweł zaś, człek skromny nad wyraz, tylko kapelusza uchylał i powiadał:
- Kwiaty podlewać trzeba codziennie. A dobre towarzystwo jeszcze częściej.
I tak jedni twierdzili, iż więcej czasu z konewką niźli z kuflem spędza. Drudzy zaś przysięgali, że żadna panna nie potrafi odróżnić, czy bardziej pachnie hibiskus, czy gospodarz po świeżo skoszonej mięcie i piwie warzonym.
A gdy kto spytał:
- Pawle, po cóż ci tyle kwiecia?
Odparł z powagą godną rajcy:
- Boć przecie niewiasta łatwiej do ogrodu zajrzy niźli do zbrojowni. A skoro już zajrzy... grzechem byłoby nie ugościć jej dobrym słowem, śmiechem i kielichem miodu.
I śmiali się z tego wszyscy bracia, a jeszcze bardziej ich małżonki, bo dobrze wiedziały, iż Paweł więcej serca wkłada w sadzenie hibiskusów niż niejeden panicz w zaloty.
Tak oto ogród przed siedzibą Bractwa rozkwitł, hibiskusy pyszniły się niczym pawie na jarmarku, a gospodarz zyskał sławę nie tylko mistrza grządek, lecz i wielkiego znawcy niewieścich uśmiechów. Bo jak mawiali starzy kurkowi:
"Kto kwiat dobrze zasadzi, temu i panna łaskawiej spojrzy. Lecz kto chwasty hoduje, ten ino z kozami pogwarzy."
I niech tak zostanie po wsze czasy. Amen, a kto nie wierzy, niech sam hibiskusa posadzi.
