Roku Pańskiego 2026, dnia trzynastego miesiąca czerwca, ruszyliśmy ochotnie do grodu Cieszyna na Intronizacyję Królewską Bractwa Cieszyńskiego. Jako iż dawny obyczaj święty nakazuje, nie mogło zabraknąć strzelania, huku prochu ni dźwięku kul, które jedne tarcze pieściły, a drugim sprawiały boleść niemałą.
Największą sławę tego dnia zdobyła nasza Miłościwa Pani Kanclerz Monika Waligóra-Wylężek, która do Tarczy Zielonoświątkowej strzelała tak celnie, iż sama tarcza zdała się prosić o łaskę. Pierwsze miejsce przypadło Jej bez wszelkiej zwady, a wraz z nim tarcza drewniana, puchar okazały i dyplom godny najznamienitszych strzelców. W finale z rusznicy czarnoprochowej pokazała zaś, że proch nie tylko dymi, ale i sławę przynosi.
Brat Paweł Galwas także nie próżnował. W strzelaniu do Tarczy VIP wywalczył miejsce trzecie, a w finale z broni czarnoprochowej dzierżył się dzielnie niczym rycerz pod Grunwaldem, choć szczęściem nie musiał z Krzyżakiem, jeno z tarczą wojować.
Siostra Teresa Galwas stoczyła bój zawzięty i do finału zabrakło Jej tyle, co włos między łysiną a czapką. Gdyby wiatr dmuchnął odrobinę łaskawiej, zapewne i ona znalazłaby się między najlepszymi.
Nie sposób też przemilczeć, iż Teresa i Paweł stanowią duet budzący respekt niemały. Jedni mówią, że drżą przed nimi współzawodnicy, inni zaś twierdzą, iż drżą same tarcze, gdy tylko ujrzą ich przy stanowisku. Prawda zapewne leży pośrodku, choć po liczbie trafień można mniemać, że tarcze mają ku temu swoje przyczyny.
Konkurencja była sroga niczym teściowa po nieudanym jarmarku, lecz nasi Bracia i Siostry pokazali hart ducha oraz pewność ręki. Za ich wyczyny należą się gromkie oklaski i kufel miodu pitnego, byle nie przed strzelaniem, bo wtedy nawet kura mogłaby uchodzić za dzika.
Po trudach turniejowych zasiedliśmy do stołów zastawionych jadłem zacnym. Mięsiwa pachniały tak kusząco, iż niejeden strzelec celował już bardziej w pieczeń niż w tarczę. Humory dopisywały wszystkim, śmiechu było tyle, że gdyby go sprzedać na targu, starczyłoby na nowy puchar dla całego bractwa.
Tak zakończył się dzień pełen sławy, dymu prochowego, dobrej strawy i zacnego towarzystwa. Niechaj kroniki zapiszą, iż Bractwo nasze nie tylko celnie strzela, ale i wesoło biesiaduje, bo gdzie zgoda, tam i kula prosto leci.
