Dnia pewnego zacnego nasi bracia kurkowi wyruszyli do grodu Pszczyny, aby pod sztandarem własnym stanąć do zawodów strzeleckich i sławy Bractwu przysporzyć. W poczcie tym znaleźli się Roman Hanek, Paweł Galwas, Andrzej Suchanek oraz Mirosław Strachota-Gorzycki, mężowie doświadczeni, którym ani proch, ani huk strzelby straszne nie były.
Nasi reprezentanci dzierżyli sztandar godnie i z honorem, dając świadectwo, iż duch bracki ma się dobrze. Powiadają nawet, iż jeden z miejscowych rajców tak zachwycił się postawą naszych braci, że omal własnej małżonki nie przedstawił sztandarowi do ukłonu, za co otrzymał od niej kuksaniec godny zapisania w kronikach.
Choć tarcze nie zawsze chcą współpracować ze strzelcem, zabawa była przednia, kompanija zacna, a wspomnienia pozostaną na długo. Tak oto kolejny raz imię naszego Bractwa rozbrzmiewało pośród brackiej społeczności, ku chwale tradycji, dobrego humoru i zacnego współbraterstwa.


