Od piątku aż po dzień dzisiejszy w grodzie Pyzdry przebywała także nasza zacna Bracka Artyleria, która jak zawsze godnie i z wielkim honorem rozsławiała imię Bytomia. Nie jest bowiem rzeczą łatwą ciągnąć przez wiele mil wielką armatę, która waży tyle, co trzy dobrze wykarmione wieprze i uparta bywa niczym teściowa karczmarza.
Nasi artylerzyści nie tylko bezpiecznie dowieźli swą żelazną towarzyszkę, lecz także czuwali nad nią dniem i nocą. Powiadają nawet, iż pewnej nocy jeden z braci obudził się gwałtownie, przekonany, że armata sama wybrała się do karczmy na piwo. Na szczęście okazało się, iż był to jedynie sen wywołany nadmiarem pieczonego mięsiwa i późnowieczornych opowieści.
Bytomskie Bractwo reprezentowali Joanna i Zdzisław Zelmanowiczowie, Teresa i Paweł Galwasowie, Jerzy Borkowiec, Ireneusz Poszwiński oraz Dariusz Woźnicki. Wszyscy oni wykazali się pilnością, rozwagą i poświęceniem godnym najlepszych kronik. Gdy przyszło pilnować działa, strzegli go niczym skarbca królewskiego, choć niektórzy żartowali, że więcej troski poświęcano armacie niż własnym sakiewkom.
Wieść niesie, iż podczas jednego z wystrzałów huk był tak potężny, że miejscowe gołębie wzbiły się w niebo, a pewien kogut na odległym podwórzu przez pół dnia nie był pewien, czy jeszcze jest poranek, czy już następny tydzień.
Za trud podróży, odpowiedzialność i piękne reprezentowanie naszego Bractwa składamy serdeczne podziękowania. Niech proch zawsze będzie suchy, koła od lawety mocne, a armata wiernie służy kolejnym pokoleniom braci ku chwale Bytomia i ku radości wszystkich, którzy lubią, gdy ziemia lekko zadrży od uczciwego brackiego wystrzału.


