W siedzibie naszego zacnego Bractwa wydarzyła się rzecz godna zapisania w kronikach i wspominania przy niejednym kuflu. Nasi niezawodni gospodarze, Teresa i Paweł Galwasowie, przyjęli młodych kadetów niczym kasztelan przyjmuje znamienitych gości, a przy tym przygotowali dla nich zawody strzeleckie z karabinków pneumatycznych.
Młodzież stanęła do współzawodnictwa z zapałem takim, jakby od celnego strzału zależał los całego zamku. Świstały śruciny, oczy mrużyły się od skupienia, a języki niejednemu wysuwały się z wysiłku bardziej niż podczas nauki łacińskich sentencji. Wyniki zaś były przednie, albowiem niejeden kadet przekroczył czterdzieści punktów, czym wprawił starszych braci w szczere uznanie, a może i odrobinę zazdrości.
Lecz na tym nie koniec rycerskich zmagań. Gdy ucichł huk pneumatycznych machin, rozpoczęły się potyczki piłkarskie. Tam dopiero można było ujrzeć prawdziwe cuda. Jedni biegali po boisku niczym jelenie po kniei, drudzy zaś z taką gracją ścigali piłkę, jakby była ostatnim pieczonym udźcem na uczcie. Były gole, były emocje, a chwilami nawet takie zamieszanie, że sam sędzia musiałby dwa razy przetrzeć oczy, aby pojąć, kto komu i dlaczego odebrał futbolówkę. A wszystko działo się na piłkarskim stole, z pionkami na tyczkach obrotowych.
Dzień upłynął w atmosferze radości, zdrowej rywalizacji i braterskiej zgody. Niechaj więc chwała należy się naszym gospodarzom, którzy po raz kolejny pokazali, iż potrafią zadbać zarówno o celne oko, jak i mocne dłonie młodych adeptów brackiego rzemiosła. A kadetom życzyć wypada, by równie celnie trafiali do tarczy, jak trafiają do stołu, gdy po zawodach pojawia się poczęstunek.


