Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego czwartego, dnia dwudziestego siódmego października, gdy jesienne liście złotem las przyozdobiły, na leśnej strzelnicy Dębina pod Żorami zgromadzili się miłośnicy dawnej sztuki wojennej, aby godnie zakończyć sezon strzelań czarnoprochowych. Zawody poświęcono pamięci Żorskich Braci Kurkowych, którzy przed trzema dziesiątkami lat rozniecili na tej ziemi iskrę umiłowania czarnego prochu i dawnych muszkietów.
Nie zabrakło tam również Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, albowiem barwy nasze dzielnie reprezentował Brat Andrzej Suchanek. Stanął on do współzawodnictwa z karabinem i pistoletem czarnoprochowym, a każdy jego strzał niósł ze sobą nie tylko kłąb siwego dymu, lecz także chwałę naszego Bractwa. Powiadają bowiem starzy strzelcy, iż tam, gdzie pachnie siarką i prochem, tam serce brackie bije najmocniej.
W konkurencji karabinowej Andrzej wywalczył miejsce drugie, zaś w pistolecie zajął miejsce czwarte. Wynik to godny prawdziwego mistrza, gdyż nie zawsze złoto świadczy o wielkości człeka. Nieraz srebro błyszczy jaśniej od kruszcu, jeśli zdobyte zostało uczciwą dłonią i celnym okiem.
Nie obyło się też bez zwyczajowych żartów między braćmi. Kiedy po kolejnym wystrzale gęsty obłok dymu przesłonił całą strzelnicę, jeden z obecnych rzekł, iż gdyby taka zasłona powstała na dworze królewskim, niejeden zazdrosny małżonek długo szukałby swojej białogłowy. Inny zaś odparł, że czarny proch ma tę przewagę nad pachnidłami dworskich dam, iż po jego woni każdy brat od razu poznaje, gdzie czeka dobra zabawa i zacna kompania.
Bracie Andrzeju, niechaj celne oko, pewna ręka i odwaga nigdy Cię nie opuszczają. Niech dym czarnego prochu zawsze wiedzie Cię ku kolejnym zwycięstwom, a dobre imię Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego rozbrzmiewa na wszystkich strzelnicach równie donośnie jak huk dawnego muszkietu.


