Roku Pańskiego bieżącego, gdy słońce już śmielej po niebiosach chodziło, a ptastwo wszelakie więcej świegotało niźli radni na sejmiku, odbyło się otwarcie sezonu strzeleckiego Okręgu Śląskiego Zjednoczenia Kurkowych Bractw Strzeleckich Korony Polskiej.
Przybyli tam też nasi Bracia, Siostry i kadeci, licznie, ochoczo i z takim animuszem, iż niejednemu wydawało się, że na turniej królewski zdążają, a nie na zwykłe współzawodnictwo.
Największą sławę pozyskał kadet Mateusz Trzopek, młodzian bystry i oka pewnego, który pierwsze miejsce między kadetami zdobył. Tak celnie strzelał, iż niektórzy szeptali między sobą, że chyba sam kur z tarczy z przestrachu nieruchomo stał i czekał na swój los.
Wielce godnie sprawił się także Brat Paweł Galwas, który drugie miejsce w tarczy charytatywnej wywalczył. Gdy ogłoszono wynik, uśmiechnął się skromnie, jako przystoi człeku zacnemu, choć świadkowie utrzymują, iż przez chwilę był tak dumny, że nawet jego kołpak siedział na głowie wyżej niźli zwykle.
Do finału dostali się też Monika Waligóra-Wylężek i Andrzej Suchanek. Los jednak bywa przewrotny niczym kozioł na jarmarku i tym razem zwycięstwo nie przypadło im w udziale. Niechaj jednak nikt nie rozpacza, albowiem sam finał jest rzeczą godną pochwały, a strzała wypuszczona odważnie więcej warta niż dziesięć trzymanych w kołczanie z obawy przed pomyłką.
Tak oto rozpoczęliśmy sezon nader pomyślnie. Chwała przeto wszystkim, którzy przybyli, strzelali, kibicowali i dobre imię naszego bractwa pomnażali. Jeśli zaś początek jest wróżbą końca, tedy można się spodziewać, że jeszcze nieraz usłyszymy huk strzelb, szczęk pucharów i opowieści o strzałach tak celnych, iż sam kronikarz miałby trudność odróżnić prawdę od brackiej przechwałki.
Bóg daj zdrowie wszystkim uczestnikom, a proch niech zawsze będzie suchy, ręka pewna, a biesiada po zawodach przynajmniej tak udana jak same strzelania.
