Nie samym mieczem, kuszą i kuflem żywie bractwo nasze, ale i sprawami świata szerokiego, gdzie ludzie poczciwi pot, trud i rozum swój na próbę wystawiają. Oto kadet nasz, Kamil Cudok, z drużyną swą dzielną udał się do Dąbrowy Górniczej na zawody zwane „I Ty możesz zostać ratownikiem”. Tamże mnogie kompanije współzawodniczyły, a każda chciała pokazać, iż nie tylko jadło ratować umie przed przypaleniem, ale i człeka w potrzebie.
Zadania były tak chytre, iż niejeden by się pogubił prędzej niż chłop po trzecim garncu miodu. Trza było bystrości oka, szybkości ręki i zimnej głowy, choć niektórzy twierdzili, że po zimnej głowie najgorzej myśleć o gorących dziewkach. Kamil i jego drużyna dali z siebie wszystko, nie szczędząc sił ni potu, a doświadczenie zdobyli tak cenne, jakby sakiewkę srebra znaleźli pod ławą karczemną. A jeśli czego nie wygrali, to przynajmniej wrócili cali, co po niejednej brackiej biesiadzie także bywa niemałym zwycięstwem.
Przeto chwała im za odwagę, pilność i serce ku ratowaniu bliźnich, bo lepiej mieć przy sobie dobrego ratownika niż szwagra, co tylko beczkę opróżnia i cudze córki komplementuje.
relacjonował Kamil


