Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego czwartego, dnia dwudziestego wtórego miesiąca grudnia, zeszła się Brać nasza miła wraz z Siostrami do siedziby brackiej, gdzie Gospodarz zacny z Król’ową naszą łaskawą ostatnią tego roku ucztę i schadzkę sprawili. A iż próżnowanie nie przystoi ludziom uczciwym, tedy dobyto z komory kilka sztuk broni, które od dawna prosiły się o szmatę, oliwę i czułą dłoń. Tak je wyczyszczono, iż błyszczały niczym łysina opata w samo południe.
Kiedy już każda lufa i każdy zamek odetchnęły z ulgą, nastała pora strawy. Dobra Tereska uwarzyła bogracz tak zacny, że niejeden brat gotów był przysięgać, iż sam święty Marcin chochlę w nim moczył. Płucka zaś, przy niewielkim wspomożeniu Pawła, znikały z mis rychlej niźli piwo z kufla po zwycięskiej potyczce. Kto jadł, ten chwalił. Kto nie jadł, ten sam sobie był winien i patrzył na cudze misy wzrokiem bardziej tęsknym niż kawaler na rumianą karczmarkę.
Po sytym posiłku jedni do piłkarzyków ruszyli, drudzy do owych czarodziejskich gier, gdzie rycerz walczy bez miecza, a zwycięża siedząc na stołku. Śmiechu było tyle, iż belki pod stropem aż trzeszczały, a gdyby ściany umiały gadać, pewnie same poprosiłyby o jeszcze jeden kubek grzańca.
Tak tedy pożegnaliśmy rok stary, który nie szczędził nam pracy, śmiechu ani wspólnych chwil. Niechaj Nowy Rok Pański przyniesie więcej celnych strzałów niż chybionych, więcej biesiad niż narad i tyle zdrowia, aby każdy Brat i każda Siostra mogli bez szemrania dźwigać muszkiet, kufel i dobry humor.
Do rychłego zobaczenia w Roku Pańskim dwa tysiące dwudziestym piątym. Niech proch będzie suchy, jadło gorące, a beczki nigdy nie stoją puste, bo pustą beczkę łatwiej przewrócić niż pełną, a i pożytek z niej żaden.


