Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego i czwartego, dnia drugiego miesiąca października, zeszli się Bracia Kurkowi do swej siedziby, by radzić o sprawach wielkiej wagi, a i nieco gardła przepłukać, coby języki zbyt ciężkie od trosk nie były. Jako to u zacnych mężów bywa, najpierwej wspomniano Strzeleckie Zawody Zamkowe, które na ziemiach tarnogórskich z wielką chwałą odprawiono. Nie jeden tam celny strzał oddano, a niejeden Brat tak długo do tarczy mierzył, iż mu się zdało, że i księżyc na niebie przystanął.
Wielce też rozprawiano o nowo obranym Królu Europejskim, Bracie Józefie Plucie, którego imię niechaj szeroko po dworach i karczmach rozbrzmiewa. Uchwalono tedy urządzić zawody, a datki z nich pozyskane przeznaczyć na godne reprezentowanie brackiego stanu po wszystkich krainach Europy. Boć przecie lepiej posłać Króla z pełną sakwą niźli z pustym mieszkiem, który jeno wiatr po kątach nosi.
Nie zapomniano także o Braciach z Nysy, których wielka woda srodze doświadczyła. Uczyniono tedy zbiórkę grosza wszelakiego, aby wspomóc potrzebujących, albowiem Brat bez Brata jest jako kusza bez cięciwy. Kto tedy groszem wesprzeć pragnie, niechaj uczyni to przed dniem dwudziestym pierwszym października, wpisując słowo „NYSA”, by skarbnik nie drapał się po łysinie, dumając, czy to datek, czy też zapłata za beczkę piwa.
A po zakończeniu obrad jeszcze długo słychać było śmiechy i opowieści. Jeden z Braci zarzekał się, iż za młodu tak celnie strzelał, że muchę na końskim zadzie z dziesięciu kroków trafiał. Inny zaś odrzekł, iż większym kunsztem jest trafić własną małżonkę z wiadomością, o której godzinie wróci się do domu, gdyż to sztuka, której żaden rusznikarz nauczyć nie zdoła. Tako minęło zebranie w zgodzie, weselu i nadziei, iż fortuna nadal sprzyjać będzie zacnemu bractwu.


