Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego czwartego, dnia trzydziestego miesiąca maja, na leśnym majdanie strzeleckim w Dzierżnie zgromadziło się Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego, aby sprawować obrzęd najprzedniejszy, jako jest Intronizacja Królewsko Marszałkowska. A iż fortuna kołem się toczy niczym beczka piwa po jarmarku, tedy korona przeszła na skronie zacnej Siostry Teresy Galwas, którą jednomyślnie Królową Kurkową obwołano.
Przy boku Jej Królewskiej Mości stanęli wierni Marszałkowie. Pierwszą Marszałką została niewiasta wielce stateczna, Siostra Alicja Lech, zaś drugim Marszałkiem obrano Pawła Galwasa, męża zacnego, który ponoć celniej trafia do tarczy niźli do kufla, choć i to ostatnie nie zawsze mu się udaje, gdyż po trzecim miodzie pitnym ręka jego nader ochoczo ku stołowi się skłania.
Ustępujący Król, Brat Mirosław Strachota Gorzycki, przekazał insygnia władzy z należytą powagą i dostojeństwem, a wielu świadków przysięgało, iż nawet wiatr w koronach drzew na chwilę ustał, by tej chwili należną cześć oddać. Jedni ocierali łzy wzruszenia, drudzy zaś ukradkiem zerkali, czy po uroczystości pieczyste rychło na stoły wniesione będzie.
Powiadają starzy kronikarze, iż gdzie dobra Królowa włada, tam proch suchy, kurki donośnie pieją, a spiżarnia nigdy pustką nie świeci. Niechaj tedy panowanie Jej Miłości Teresy obfituje w celne strzały, obfite biesiady i takie zgody między Bracią, by jedynym sporom było to, kto ostatni kawał kiełbasy z misy porwie. A jeśli któryś z Braci nazbyt długo ku Królowej wzrok swój kierować będzie, niech pamięta, iż Marszałkowie czuwają pilnie niczym strażnicy przy komnacie królewskiej, a Paweł ponoć i bez rusznicy potrafi człeka do porządku przywieść.
A jako od niepamiętnych czasów bywa, iż dzień Intronizacji nie jeno koroną i insygniami stoi, lecz też nową krwią bracką, tak i tego roku tajemnym głosowaniem przyjęto w poczet Bractwa troje zacnych osób. Dostąpili oni zaszczytu niemałego, albowiem nie każdy może przywdziać bracki strój i zwać się Bratem lub Siostrą Kurkową.
Wieść niesie, iż gdy imiona ich ogłoszono, niejednemu serce żywiej zabiło, a kufle na stołach zabrzęczały z radości. Oby nowo obrani pamiętali, że w Bractwie potrzeba nie tylko celnego oka i pewnej dłoni, ale i mocnego siedzenia przy biesiadnym stole, gdyż nieraz większej odwagi wymaga wysłuchanie trzeciej opowieści tego samego Brata niźli oddanie strzału do kura.
Niechaj tedy nowi Bracia i Siostry służą ku chwale Bractwa, strzegą jego obyczajów i pomnażają jego dostojność, aby kronikarze przyszłych wieków mogli o nich pisać z takim samym podziwem, z jakim dziś wspomina się dawnych mistrzów prochu i kielicha.
Podczas uroczystości nie mogło też zabraknąć rycerskich zmagań przy huku rusznic i zapachu prochu, albowiem na zawody strzeleckie przybyło z całego Okręgu Śląskiego przeszło osiemdziesięciu najznamienitszych strzelców, każdy pragnący dowieść, iż jego oko bystrzejsze jest od jastrzębiego, a ręka pewniejsza niźli u cyrulika dzierżącego brzytwę.
Jedni trafiali tak celnie, iż sam Wilhelm Tell z uznaniem skinąłby głową, inni zaś, choć wielce się starali, więcej dziur w powietrzu niźli w tarczy uczynili, co wszelako nie umniejszyło ich zapału ani ochoty do późniejszej biesiady. Boć wiadomo od wieków, iż chybiony strzał łatwiej przeboleć przy pełnym kuflu i zacnym kompanie.
Nagrody zwycięzcom wręczał w imieniu Wielmożnego Pana Mariusza Wołosza, Prezydenta Miasta Bytomia, jego zastępca Michał Bieda, mąż wielce dostojny i poważany. Z godnością przystojną urzędowi przekazywał laury najlepszym, a kronikarze odnotowali, iż uśmiechy zwycięzców były tego dnia niemal tak szerokie, jak opowieści snute późnym wieczorem przy brackich stołach.
o “Puchar Prezydenta Miasta Bytomia”
LUBOWIECKI Kasper
wyniki i rozrachunek zmagań strzeleckich ❯❯
o “Tarczę Królewską”
ORLICKI Sebastian
wyniki i rozrachunek zmagań strzeleckich ❯❯
o “Tarczę Marszałkowską”
NIKIEL Andrzej
wyniki i rozrachunek zmagań strzeleckich ❯❯
Na koniec zaś nowo obrana Rada Królewsko Marszałkowska pokornie skłania głowy swe przed wszystkimi, którzy zaszczycili uroczystość swą obecnością i stanęli do strzeleckich zmagań. Niechaj każdemu z osobna będą złożone dzięki serdeczne za trud podróży, za braterską zgodę, za śmiech donośny i za to, iż żaden z gości nie pomylił tarczy z kuchennymi drzwiami, co w kronikach dawnych podobno już się przydarzało.
A iż czas pędzi chyżej niźli strzała wypuszczona z rusznicy, już dziś zapraszamy wszystkich zacnych Braci, Siostry i przyjaciół Bractwa, aby za rok ponownie przybyli pod nasze sztandary. Niechaj Najwyższy ma Was w swej opiece, niech proch pozostanie suchy, miód pitny obfity, a ręka przy strzelaniu tak pewna, by nawet kura na dachu z szacunku uchyliła pióra przed kunsztem strzeleckim przybyłych.
Tak tedy zakończył się dzień pełen chwały, braterskiej zgody i strzeleckiego kunsztu. Kronikarz zaś, odkładając gęsie pióro, zanotował na marginesie księgi, iż Roku Pańskiego MMXXIV Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego trwało w sile i jedności, a śmiech jego członków niósł się pośród drzew aż do późnego zmierzchu.
Niechaj pamięć o tym dniu przetrwa pośród potomnych, aby ci, którzy przyjdą po nas, wiedzieli, iż byli tu ludzie prawego serca, celnego oka i niepośledniego apetytu. Albowiem, jako mawiali starzy mistrzowie, „ubi concordia, ibi victoria” - gdzie zgoda, tam zwycięstwo.
A na sam koniec niechaj zabrzmią słowa godne zamknięcia tej kroniki: „Sic transit gloria mundi, sed gloria Fraternitatis manet in aeternum” - tak przemija chwała świata, lecz chwała Bractwa trwa na wieki.


