Roku Pańskiego dwutysięcznego dwudziestego piątego, gdy nadszedł dzień ósmy miesiąca marca, a Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego świętowało kolejną rocznicę swego istnienia, odbyły się zawody strzeleckie o zaszczytny Puchar Hetmana. Miejscem zmagań była szkoła pod patronatem naszego Bractwa, gdzie młódź starsza zebrała się licznie, aby sprawdzić celność oka, pewność dłoni i siłę ducha.
Na sali gimnastycznej rozstawiono stanowiska, a długa broń pneumatyczna poszła w ruch. Strzelano na dziesięć kroków i choć odległość zdała się niewielka, niejeden śrut zbłądził bardziej niż mieszczanin wracający nocą z karczmy po zbyt obfitej uczcie. Byli jednak i tacy, których oko było tak bystre, iż trafiali niemal w samo serce tarczy, ku zazdrości kolegów i uznaniu zgromadzonych.
Wielce szczęśliwym zrządzeniem losu zawody przypadły na święto niewiast. Przeto wszystkim Siostrom Kurkowym składamy życzenia serdeczne, aby ich marzenia spełniały się równie celnie, jak najlepiej oddane strzały. Niechaj fortuna sprzyja im na strzelnicy, przy domowym ognisku i wszędzie tam, gdzie zechcą podążać. Niechaj mają zawsze tyle szczęścia, ile cierpliwości potrzeba bratu, który po raz trzeci tłumaczy, że chybił tylko dlatego, iż wiatr zawiał, słońce oślepiło, a tarcza zapewne sama się przesunęła.
Radości było wiele, śmiechu jeszcze więcej, a młódź po raz kolejny dowiodła, iż tradycja strzelecka ma się dobrze i wzrasta niczym dorodny chmiel przy gospodzie. Jeśli zaś któryś z młodzieńców bardziej spoglądał na urodę panien niż na środek tarczy, niech mu będzie wybaczone, albowiem taka przypadłość dopada ludzi od niepamiętnych czasów i żaden kronikarz jeszcze na nią lekarstwa nie wynalazł.
Niechaj więc żyje Bractwo, niechaj trwa tradycja, a śrut zawsze odnajduje drogę do celu łatwiej niż uczeń do szkolnego dzwonka oznajmiającego koniec lekcji.


